16 lip 2017

Rozdział 60 cz. II

Rozdział 60 cz. II
"More Than You Know"




"Can't go out, can't stay home
I don't know how, how to be alone"
All my Love — Cash Cash  (ft. Conor Maynard) [1]


Hermiona teleportowała się w ukrytym dla mugoli zaułku w jednej z dzielnic Paryża. Nieumownie ten zaułek pełnił rolę punktu teleportacyjnego dla czarodziei. Rozejrzała się wkoło, ale oprócz niej nikogo tam nie było. Odetchnęła głęboko i skierowała się w stronę ruchliwej ulicy powtarzając sobie w głowie plan działania. Do konferencji pozostała jeszcze godzina, podczas której musi wymyślić w jaki sposób zdobędzie czułki szczuroszczeta. 
Na razie ma przebranie, a właściwie eliksir wielosokowy z włosem Rebbecki. Dzięki temu w miarę łatwo się dostanie na konferencję, jeśli niczego nie zepsuje po drodze. Rebbeca w świecie czarodziei jest mimo wszystko znana, a niewiedza Hermiony w niektórych aspektach życia blondynki może zniszczyć całą przykrywkę. 
Kilka minut później przeglądała się w lustrze czując się trochę nieswojo. Eliksir wielosokowy oczywiście zadziałał i właśnie wyglądała jak Rebbeca, ale nie czuła się dobrze w jej ciele. 
— Będzie ciężko się wczuć... — powiedziała sama do siebie pakując rzeczy do swojej torebki.
Byłoby łatwiej, gdybym ją lepiej poznała, dodała w myślach.
Konferencja odbywała się w jednym z tych drogich i ekskluzywnych hoteli w centrum Paryża. Przy wejściu sprawdzono zaproszenie oraz jej różdżkę. Według informacji, które otrzymała od Rebbecki nie posiadają żadnych zabezpieczeń przeciwko eliksirowi wielosokowemu. 
Hermiona mijała eleganckich czarodziei w oficjalnych szatach. Z zewnątrz wyglądało to na zwykłą imprezę bogatych mugoli, jednak w środku wszystko temu przeczyło – unoszące się gwieździste niebo zamiast zwykłego sufitu czy ustawione kociołki z różnorodnymi, najczęściej niebezpiecznymi substancjami. Rozejrzała się dokoła próbując znaleźć odpowiedni eliksir.
 Alexander powiedział, że to Eddie Deetan będzie go przyrządzać. Widziała jego zdjęcie i teraz pozostaje jej jednynie odnaleźć go. Jednak tutaj znajduje się setka czarodziei prezentujących swoje eliksiry oraz drugie tyle oglądających. Nagle w tłumie zobaczyła znajomą czarną szatę.
— O nie, nie, nie... — jęknęła zdając sobie sprawę z tego, gdzie widziała już taką szatę.
Severus Snape spojrzał właśnie w jej kierunku. Hermiona próbowała się ukryć, ale nie miała już na to czasu. 
— Rebbeca Wilson, dawno się nie widzieliśmy. — zaczął Snape. Hermiona pokiwała głową na przywitanie. — Może się przejdziemy? — zaproponował.
— O co chodzi, panie pro... Snape? — miała nadzieję, że nie zauważy jej pomyłki. 
— Chyba oboje wiemy, panno Wilson. — wycedził mrożąc ją spojrzeniem. 
Hermiona zaczęła się zastanawiać, co takiego może chcieć Snape od Rebbecki. 
— Proszę nie udawać głupiej, panno Wilson. — zirytowany poniósł głos. 
— Ja naprawdę nie wiem, o co chodzi, panie Snape. — odparła z zamiarem odwrócenia się opuszczenia towarzysza. Jednak Severus był szybszy i złapał ją za nadgarstek  zatrzymując w miejscu. 
— Myślę, że to nie jest najlepsze miejsce na tego typu rozmowę. Chodźmy. — powiedział wskazując na korytarz prowadzący do bufetu. Przeszli mniejwięcej połowę korytarza, gdy Snape zatrzymał się. 
Zdenerwowana Hermiona także się zatrzymała i spojrzała wyczekująco na nauczyciela. Snape rzucił kilka zaklęć wyciszających wokół nim i zaczął mówić.
— Co z Harry'm?
— Z... Ha-harrym? — zająknęła się wpatrując się z niedowierzaniem w profesora. 
— Tak, z Harry'm, a z kim?! — Severus był na granicy wytrzymałości. 
— A co ma z nim być? 
— Na litość Merlina, panno Wilson... Z kogo pani próbuje zrobić głupca? — warknął mając już dosyć głupich odpowiedzi blondynki. 
Hemriona zjeżyła się. I co teraz, pomyślała. Rozejrzała się dokoła poszukując sposobu na ucieczkę.
— Panie Snape, nie jestem upoważniona do odpowiadania na takie pytania. — oparła wymijająco. 
Severus popatrzył na nią jak na wariatkę. 
— Pani chyba sobie żartuje.
Spanikowana próbowała odejść, ale ponownie Snape jej nie pozwolił. 
— Rebbeca?! Severus?! — zawołał ktoś. 
Hermiona gwałtownie się odwróciła. Ten głos poznałaby wszędzie. Harry!
— Na Merlina, co ty tu robisz? — wyszeptał Snape. 
— Nie wiem... nadal tkwię... w tym... czymś... — wzruszył ramionami. — Dobrze Cię widzieć, tato. 
TATO? Hermiona patrzyła na Harry'ego w totalnym osłupieniu. 
— Rebbeca, coś nie tak? — zapytał Potter. 
— Tato? — powtórzyła cicho jakby sama do siebie.
Severus popatrzył uważnie na nią po czym jednym zwinnym ruchem obrócił blondynkę do ściany przyciskając do gardła różdżkę. Harry jęknął próbując zatrzymać ojca, ale nie mógł; nadal tkwi w ciele ducha lub zjawy lub czegoś czym obecnie jest. Sam nie wiedział dokładnie, co się z nim dzieje.
— Kim jesteś? Wielosokowy? — wysyczał w twarz kobiety. 
Hermiona jęknęła. Cudownie... wszystko się posypało...
— Mów!
— Tato!
Głosy zlały się w jedno. Nie mając wyboru Hermiona odezwała się szeptem. 
— Hermiona Granger, profesorze. 
— CO?!
— Hermiona? — zapytał Potter. — Jak...? Dlaczego...? 
— Profesorze... dusi... mnie... pan... — wyszeptała. 
Snape cofnął się. 
— Udowodnij! — powiedział. 
— Niech Harry, o coś spyta. — odparła szybko. 
Harry zmierzwił włosy zastanawiając się. 
— W co zamieniłaś się podczas drugiego roku... po wypiciu Wielosokowego?
— W kota. — opowiedziała spokojnie. 
Severus uśmiechnął się kpiąco, jednak nic nie powiedział. 
— Jakim hasłem odblokowuje się Mapę Huncwotów?
— Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego. 
— Jak nazywamy Syriusza?
— Wąchaczem. 
Severus parsknął. 
— Dobrze... to Hermiona... Co ty tu robisz? — Harry podszedł bliżej. 
— To nie jest najlepsze miejsce do rozmowy. — spojrzał w głąb korytarza, gdzie szli inni czarodzieje. 
Harry także spojrzał w tamtą stronę i zaczął się zastanawiać... czy ktoś go widzi... w tej postaci.
— Muszę zdobyć czułki szczuroszczeta. 
— Do czego wam to?
— Aby Cię obudzić, Harry. 
— No nareszcie! — burknął Potter. — Zaczynam powoli wariować...
— Ale... jak... ty... jak tu się dostałeś...?
— Żebym to ja wiedział. — parsknął.
Snape przyglądał im się przez chwilę po czym zdjął zaklęcia wyciszające i powiedział spokojnie:
— W takim razie musimy znaleźć czułki szczuroszczeta. 
— Eddie Deetan będzie je miał. — odparła Hermiona.
Profesor pokiwał głową. Wiedział, kto to i wiedział jak je zdobyć. 
— Proszę się już nie wychylać, panno Granger. Musicie się stąd wydostać. Ufam, że poradzicie sobie z tym, aby nikt was nie znalazł. Ja zdobędę czułki i za... — spojrzał na zegarek. — za godzinę spotkamy się  w zaułku teleportacyjnym. Panna Granger wie gdzie, prawda? — Hermiona pokiwała twierdząco głową. 
— Za kilkanaście minut przestanie działać eliksir. — przypomniała sobie. 
— W takim razie radzę wyjść stąd jak najszybciej. — powiedział na koniec i oddalił się w stronę głównej sali.
Hermiona została sama z Harrym. 
— Dlaczego oni — wskazała na innych czarodziei — nie widzą Cię?
— Nie wiem... dlatego musimy jak najszybciej stąd wyjść. 


* * *

TRUCICIEL UDERZA PONOWNIE!
Policja jest bezradna i nie posiada żadnych konkretnych informacji o mordercy. Ten zdała się działać bezbłędnie i nie pozostawiając żadnych śladów. Na razie wiemy, że Truciciel to osoba wykształcona, najprawdopodobniej chemik. Jego trucizny zawsze są przygotowane idealnie. Ma rękę do chemikaliów zacierając ślady na miejscach zbrodni. 
Kolejną ofiarą jest Madelaine Gook, pracownika schroniska dla zwierząt w Londynie. Nie notowana, nawet mandatu nigdy nie otrzymała; przykładna obywatelka. Dlaczego znalazła się na liście Truciciela? Kto jeszcze na nią trafi?


* * * 

Znajdowali się w punkcie teleportacyjnym, gdy eliksir przestał działać. Przez drogę prawie nie rozmawiali. Hermiona miała nadzieję, że gdy już Harry wróci do siebie to wszystko sobie wyjaśnią. Potter emitował dziwną energią, przypominał ducha, ale tak jakby bardziej... żywego? Niedorzeczne. Hermiona skrzywiła się. 
— Nad czym tak namiętnie rozmyślasz? — odezwał się wreszcie obserwując każdy ruch Hermiony. Ta wzruszyła lekko ramionami. 
— O tym, co będzie jak już będzie w porządku. 
— Co masz na myśli? — spojrzał jej w oczy. — Co będzie jak gdy świat zostanie oczyszczony z Vol... — skrzywił się. — z Toma... i Śmieriożerców...?
— Nie, nie o tym myślałam. — odparła unikając jego spojrzenia.
Harry zirytował się. 
— W takim razie o...
Granger gwałtownie mu przerwała. 
— O nas, idioto. 
Myślała, że zamierza na nią nawrzeszczeć, ale on tylko się roześmiał. Tak dawno nie słyszała jak się śmiał. Po zdobyciu Magii Żywiołów nie był tym samym człowiekiem jakiego znała. 
Spojrzała na niego nie rozumiejąc z czego się śmieje. 
— Nie... nie, nic. — wykrztusił. — Na razie musicie pomyśleć o tym jak mnie wyciągnięcie... z tego czegoś — wskazał na swoje ciało. Hermiona skierowała swój wzrok na ciało Gryfona. 
— Damy radę. — zapewniła. 
Harry mruknął coś pod nosem i więcej już nie odezwał. Hermiona jeszcze raz na niego zerknęła po czym dała sobie spokój z rozmową. 
Severus pojawił się kilka minut potem i wręczył Hermionie czułki. 
— Chyba nie muszę mówić, że wiadomość o naszym pokrewieństwie — wskazał na siebie oraz Harry'ego. — musi pozostać między nami, panno Granger. — dziewczyna sztywno kiwnęła głową. — Nikt więcej nie może o tym wiedzieć, rozumie pani?
— Tak, profesorze. — odparła. — Dziękuję za pomoc. 
— Liczę, że szybko wyciągnięcie go z tego stanu. 
— Mamy pomysł, który powinien przywrócić Harry'ego do normalności. — zapewniła Granger.
Severus skrzywił się. 
— Jakoś ostatnio nie wychodzi Wam to za dobrze. — uśmiechnął się podle.
— Proszę się nie martwić, profesorze. Tym razem nam się uda. Co się dzieje? — spojrzała nagle na Harry'ego, który zaczął znikać. 
— Do zobaczenia, przenoszę się... gdzieś... sam nie wiem... Przywróćcie mnie do normalności, proszę. — mówił szybko. 
— Harry!
Zniknął. Hermiona popatrzyła na profesora, który nadal wpatrywał się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał Potter. 
— Żegnam, panno Granger. — powiedział i teleportował się. 
Dziewczyna stała jeszcze chwilę i sama teleportowała się do domu Alexandra. 



_____________________________
Rozdział powinien pojawić się miesiąc temu... Nie bijcie... Moja wena zrobiła sobie wakacje. Zapewniam, że lipcu pojawi się coś jeszcze :)) 
Pozdrawiam i dziękuję za komentarze ;*
Alexx ;3

[1]Can't go out, can't stay home; I don't know how, how to be alone (ang.) — Nie mogę wyjść, nie mogę zostać w domu; Nie wiem jak, jak być sam.





1 komentarz:

  1. Mam Nadzieje!!!
    A tak po za tym...
    Świetny rozdział!!!

    OdpowiedzUsuń

Szablon stworzony przez Alexx - Technologia Blogger