1 cze 2017

Rozdział 60 cz. I

Rozdział 60 cz. I
"Just let me love you when your heart is tired"



Tried

"Don't think twice
Give yourself to another night"
Hurts "Beautiful Ones" [1]



Ron spędził kolejny tydzień w Norze próbując dowiedzieć się o zamiarach i planach Zakonu Feniksa. Członkowie jednak nie byli zbyt rozmowni na ten temat i Ron musiał przyznać, że poniósł porażkę. W Norze odbywały się spotkania Zakonu, ale wtedy chłopak miał zawsze coś do zrobienia. Podejrzewał, że jego matka specjalnie wymyśla  niecierpiące zwłoki zadania. Mimo wszystko i tak jakimś sposobem wpychał się na zebrania, na których i tak nic się dowiadywał.
Domyślił się, że teraz w Zakonie działa specjalna grupa kilku osób, które wszystko planują i posiadają wszelkie informacje, które nie zostają podane dalej innym członkom. Po zdradzie Snape'a musieli jakoś się zabezpieczyć na wypadek ponownej zdrady, co niezmiernie irytowało rudowłosego Gryfona.
Czując się bezużyteczny w domu powrócił do Hiszpani, a tam spotkały go kolejne problemy. Zaraz po lekcji magii umysłów Harry zemdlał i do tej pory się nie obudził, a minęły trzy dni. Hermiona nie pisała do niego nie chcąc go martwić, ale sama ledwo co się trzymała. Alexander szuka eliksiru, a Lucas obwinia się o stan Pottera (mimo zapewnień, że to nie jego wina). Poszukiwania kolejnego horkruksa zostały ponownie przerwane. Jeśli w takim czasie będziemy ich szukać, to już jesteśmy trupami, pomyślał.
Ron siedział przy łóżku swojego najlepszego przyjaciela, gdy do pokoju weszła Hermiona, a za nią Alexander. Spojrzeli na nadal nieprzytomnego chłopaka po czym zwrócili się do Rona.
— Znalazłem eliksir. — oznajmił White. — Niestety ingerencje potrzebne do jego wykonania niebywale trudno zdobyć. Mam kilku znajomych, którzy znajdą je dla mnie. Jeden składnik już mamy i nie zabraknie nam go.
— Nie? — spytał aby się upewnić.
Alexander wskazał głową na Granger, która zarumieniła się.
— Hermiona?
— Jej krew. — wyjaśnił White.
— A właściwie dlaczego akurat jej krew?
— Nie interesuj się, Ron. — warknęła odwracając wzrok. Rumieniec zabarwił jej policzki.
Weasley spojrzał na Alexandra szukając odpowiedzi.
— Niestety, Ron, jeśli Hermiona Ci nie powie, to ja nie mam zamiaru ci tego tłumaczyć.
Gryfon posłał zirytowane spojrzenie w stronę swojej przyjaciółki.
— Dobrze. Nie chcesz... to nie mów! — powiedział w końcu.
Alexander popatrzył uważnie na nich po czym westchnął.
— Jeden składnik znajdzie Hermiona, a ty kolejny. — oznajmił. — My zajmiemy się resztą. Hermiona uda się do Francji na konferencje czarodziejów, na której będą przedstawiane najnowsze nowinki w świecie eliksirów. Tam zdobędzie czułki szczuroszczeta. Natomiast ty, Ron udasz się do Rumuni do swojego brata.
— Do Charlie'ego?
— Tak. Potrzebujemy krwi smoka, a dokładniej od rasy Opalooki Antypodzkiego.
— Opa... co?
— Opalooki Antypodziki. Twój brat zna się, więc będzie widział, o co mi chodzi. — uśmiechnął się.
— Kiedy wyruszamy? — spytała Granger trzymając wciąż rękę Wybrańca.
— Jak najszybciej. — odparł przyglądając się Potterowi. — Każda minuta ma znaczenie.

* * *

Ciemność rozproszyła się i jego wzrok powoli przyzwyczajał się do jasności. Zamrugał kilkukrotnie po czym rozejrzał się dokoła. Znalazł się na polanie, którą otaczał las. Wiedział gdzie jest. Przesiadywał tutaj każdą wolną chwilę, gdy spędzał wakacje z ojcem. Znajdował się na polanie oddalonej o jakiś kilometr od Snape Manor.
— To sen czy rzeczywistość? — zapytał sam siebie. — Dlaczego tutaj?
Harry spojrzał jeszcze raz na polanę i skierował się w stronę Snape Manor.
— Na pewno jest jakiś powód dla którego jestem tutaj. Boże... czy moje życie musi być takie popieprzone?! Czy ja tak wiele wymagam? Chcę tylko świętego spokoju.
Gdy dotarł do bramy, która były otwarta (co było dziwnym zjawiskiem) zauważył kogoś w szatach Śmierciożercy. Potter zamarł, ale postać nie widziała go. Przeszła obok jak gdyby nic i deporotowała się za bramą. Serce chłopaka biło jak oszalałe.
 — Co tu się wyrabia?!
Podszedł do drzwi i zastanawiał się jak otworzy sam drzwi nie zwracając uwagi na siebie. Jego problem szybko się rozwiązał gdy przez drzwi wypadła wściekła Bellatriks. Także go nie dostrzegła. Harry odetchnął i prześlizgnął się w drzwiach. Znalazł się w holu i zerknął w stronę jadalni, w której dostrzegł Severusa, Lucjusza Malfoya, Draco Malfoya oraz Rockwooda, który rozmawiał z Greybackiem. Harry wzdrygnął się. Spotkanie Śmierciożerców w jego domu? To było co najmniej dziwne. Severus nigdy nikogo tutaj nie wpuszczał ani nie zapraszał... Dlaczego więc teraz?
Jego ojciec rozmawiał z Malfoy'ami podczas gdy Draco nagle spojrzał dokładnie w miejsce, w którym Harry stał. Potter znieruchomiał. Twarz Draco wyrażała ogromne zdziwienie. Chłopak jednak szybko się opanował i odwrócił wzrok. Potter zaczął panikować. Gdyby tego było mało Severus właśnie także się odwrócił i spojrzał na niego upuszczając jednocześnie trzymaną filiżankę, która roztrzaskała się na panelach. Wszyscy spojrzeli ze zdziwieniem na Mistrza Eliksirów.
— Ja... — próbował zatuszować swój niepokój. — Zostawiłem eliksir w fazie końcowej i zupełnie o nim zapomniałem. Za chwilę wracam. Czujcie się jak u siebie w domu. — mówił szybko. — Draco, chodź pomożesz mi.
Severus wyszedł szybko z jadalni, a Harry cofnął gwałtownie. Draco dołączył do niego po chwili i skierowali się do pracowni eliksirów, a Potter poszedł za nimi.
Draco zamknął drzwi rzucając odpowiednie zaklęcia.
— Czyś ty oszalał? — krzyknął Snape.
— Ja? — zająknął się.
— Nie, Merlin. — powiedział sarkastycznie. Jeszcze tak wściekłego Mistrza Eliksirów to Harry nie widział. Instyktownie cofnął się. — Co ty tu do cholery robisz?!
— Ja... Nie wiem. — chłopak wzruszył ramionami.
— Potter... — warknął.
— Wujku... — przerwał mu Draco. — Jego tutaj nie ma... — podrapał się po brodzie.  — To znaczy widzisz, że nie wygląda normalnie.
— Och, dzięki, Malfoy. To prawdziwy komplement z twoich ust. — Wybraniec powiedział złośliwie.
— Przestań. — syknął Snape.
— To jest widmo jego duszy i umysłu... Niezwykłe. — Draco uważnie mu się przyglądał jakby był najciekawszym eksponatem na wystawie.
— Możecie wreszcie przestać i powiedzieć mi o co chodzi i czy to dzieje się naprawdę? To już drugi raz kiedy to znajduję się... w tym czymś...
— Ciałem jesteś tam gdzie byłeś... — Draco zaczął tłumaczyć, ale zaraz mu przerwano.
— A duszą z nami. To jest niezwykłe i raczej niespotykane. — Severus zamyślił się. — Co robiłeś zanim tutaj trafiłeś?
— Ćwiczyłem magię umysłu z Lucasem.
— To wiele wyjaśnia.  Mówisz, że to drugi raz... gdzie znalazłeś się wcześniej? — spytał Malfoy.
— Najpierw myślałem, że to sen, ale okazało się, że to jednak działo się naprawdę.
— Gdzie. Się. Wcześniej. Znalazłeś. — wysyczał.
Harry przerażony nie był w stanie wydobyć z siebie choćby jednego słowa.
— Spokojnie, Severusie. — Draco próbował przemówić do Mistrza Eliksirów.
Snape usiadł na krześle przy biurku i potarł dłońmi twarz. Spojrzał na syna jeszcze raz; tym razem z zauważalną troską.
— Przepraszam, Harry. — powiedział cicho. — Opowiedz nam gdzie pojawiłeś się za pierwszym razem. — jego głos sprawiał wrażenie spokojnego.
— Chyba poznałem Truciciela. — przyznał chłopak.
— Tego mordercę z którym mugole nie radzą sobie? — dopytywał Malfoy.
Harry kiwnął głową.
— Oczywiście, że tak... Musiałeś się wpakować w morderstwo... — powiedział zgryźliwie.
— Dlaczego niektóre osoby mnie widzą, a inne nie?
Snape zastanawiał się przez chwilę nad odpowiedzią.
— To zależy od ich umysłów... Wiąże się to z magią umysłu lub oklumencją... Wyćwiczony umysł nie da się oszukać, to znaczy będziesz widoczny dla ludzi, którzy używają mózgu. Co jest ironią, bo sam go nie używasz. — parsknął.
Harry aż się zjeżył. Coś tutaj jest nie tak... Severus zachowuje się dziwnie.
— Severusie... — Malfoy mruknął cicho.
Snape popatrzył na blondyna i ponownie prychnął.
— Profesorze, coś się stało? — Potter zaczął się już martwić. Zachowanie ojca było niepokojące.
— Powinieneś już iść, Harry. — oznajmił prawie szeptem.
Chłopak spojrzał na Draco szukając u niego pomocy. Ten jednak pokręcił tylko głową prosząc bezgłośnie o nie kontynuowanie tematu. Harry nie chcąc się narzucać odwrócił się gwałtownie w stronę drzwi. Spojrzał jeszcze raz na ojca, który wpatrywał się w niego intensywnie i powiedział:
— W takim razie... Do widzenia, profesorze. — nie mógł się zdobyć na odwagę i nazwać go ojcem. — Malfoy.
Wyszedł z pracowni nie zauważając, że zdjął zaklęcia, które rzucił Malfoy i skierował się do holu, a następnie wyszedł z domu i udał się ponownie na łąkę. Po co tutaj był? Za pierwszym razem przynajmniej dowiedział się o morderstwie i widział mordercę...  A dzisiaj? Nie dość, że się niczego nie dowiedział to jeszcze nawrzeszczano na niego. Zrezygnowany usiadł na łące i bezwiednie wpatrywał się w przestrzeń zastanawiając się jak ma wrócić do swojego ciała.
* * *

Rozdział bardzo krótki, ale za tydzień dodam kolejną część. A tymczasem wszystkim dzieciom tym dużym i tym małym życzę wszystkiego co najlepsze! :)


[1] Don't think twice; Give yourself to another night (ang.) Nie myśl dwa razy; Oddaj się kolejnej nocy – Hurts "Beautiful Ones"

2 komentarze:

  1. Bardzo spoko rozdiału. Może trochę za krótki.Ale fajny. Tak trzymaj!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie napisane. Nic dodać nic ująć, po prostu Bomba!!! Błagam pisz dalej, nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń

Szablon
Alexx
ALEXX